23 stycznia 2022

Czego nauczył mnie 2021 rok?

To już ostatnie moje podsumowanie 2021 roku. Było kosmetycznie, a teraz będzie "rozwojowo". W tym poście chcę podzielić się z wami moimi przemyśleniami dotyczącymi zeszłego roku, a dokładnie tego - Czego nauczył mnie 2021 rok? Zapraszam na post.



Rok 2021 był dla mnie trudny, ale zarazem przełomowy. Pod koniec 2020 roku zdecydowałam się pójść na terapię, gdyż nie radziłam sobie samej ze sobą, ze swoimi emocjami, a to wszystko przekładało się na moje życie, na relacje z ludźmi, a także na podejmowane przeze mnie decyzje. Na terapii okazało się, że mam wiele rzeczy, które muszę przepracować, których muszę nauczyć się na nowo. Nie chcę dziś mówić wam o wszystkim, bo nie czuję się na to gotowa. Mimo to chcę podzielić się z wami 4 rzeczami, których nauczył mnie 2021 rok. 


1. Nie wstydzić się mówić o swoim problemie i szukać pomocy.

Nie wiem dlaczego, w sumie wiem.  Po pójściu na terapię i zdiagnozowaniu moich problemów dowiedziałam się, że mam depresję... Temat rzeka, prawda? Każdy w Polsce wie co to jest i głównie kojarzy to schorzenie z nadmiernym smutkiem bądź z jakąś traumą. Jednakże nie jest tak do końca. Nie jestem osobą kompetentną by rozwodzić się na ten temat. Depresja może dopaść każdego z nas, nawet wówczas, kiedy wszystko jest w porządku. Okazało się, że przez lata borykałam się z nią w mniejszym  bądź w większym stopniu. Ja? Osoba uśmiechnięta, radząca sobie ze wszystkim, motywująca innych do działania. Tak, dokładnie właśnie ja. Gdy miałam gorsze dni, udawałam - nawet sama przed sobą - że wszystko jest ok. i nic się nie dzieje. Jednak nadszedł taki moment w moim życiu, kiedy doszłam do ściany i uderzyłam głową w mur. Był to znak, że muszę coś zrobić, bo zaczynam tonąć w bagnie moich myśli, sytuacji i nie potrafię z tego wyjść. To skłoniło mnie do tego, aby poszukać pomoc. 

Po zdiagnozowaniu u mnie depresji wstydziłam się tego i nawet nie wypowiadałam tego na głos. Dopiero po jakimś czasie doszło do mnie, że nie mam czego się wstydzić. Jest to choroba, jak każda inna, którą można leczyć i wyjść z niej. 


2. Nabierać dystans do naszych myśli.

Jestem osobą z wysoką wrażliwość, która nieustannie coś analizuje. Często mam problem z natłokiem myśli. I nie jest to dobre, gdyż nasz umysł potrafi podsuwać nam rozmaite rzeczy, które nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość. U mnie balans między tym co jest stanem faktycznym, a co moim wymysłem gdzieś się zatarł. Jedna myśl nakręcała drugą. Zrozumiałam, że są to tylko myśli. A myśli te nie są tożsame z tym co się dzieje wokół mnie. By móc zachować spokój muszę nabrać dystans do swoich myśli. 

Słyszałam bardzo fajne porównanie myśli do aut na autostradzie. I żeby je właśnie tak traktować. Mianowicie polega to na tym, że: stoję i obserwuję myśli, tak jak samochody, które nadjeżdżają, przejeżdżają i znikają. I ich już nie ma. Oczywiście nie zawsze mi to wychodzi, ale cały czas się tego uczę. Od kiedy podchodzę do własnych myśli w ten sposób, jest mi zdecydowanie łatwiej. 



3. Stawiać granicę w relacjach międzyludzkich.

Hmm, jest to ciężki, a zarazem ważny temat. Wyznaczanie granic jest ważne dla nas samych, ale staje się szczególnie istotne, gdy spotykamy drugiego człowieka. Postępowanie w ten sposób oznacza okazywanie szacunku drugiej osobie, ale także i sobie, co jest kluczowe dla naszego zdrowia psychicznego. Każdy z nas ma swoje granice wytrzymałości, których należy bronić.

Powiem wam, że nie jest łatwo z dnia na dzień stawiać granice. Cały czas się tego uczę. Czasem wychodzi mi to łatwo, a czasem nie. Ale, gdy już wyjdzie odczuwam satysfakcję, że zrobiłam coś zgodnie z tym co naprawdę czuję, a nie to by kogoś zadowolić bądź nie chciałam kogoś zranić, raniąc w ten sposób siebie. Ucząc się takiego postępowania coraz rzadziej odczuwam poczucie winy, które wcześniej towarzyszyło mi prawie nieustannie. 


4. Odpuszczać i odpoczywać

Jedną z ważniejszych rzeczy w życiu jest znalezienie balansu między pracą, obowiązkami domowymi a odpoczynkiem. Mi to z trudem przychodzi, gdyż nieustanie odczuwam poczucie winy... Wyrzucam sobie, że nie zrobiłam czegoś, że powinnam to i to, że zawiodłam kogoś itd. Jednak prawda okazuje się zupełnie inna, gdyż jeżeli czegoś nie zrobię to nic złego się nie stanie. Odpuszczać też trzeba. Tak samo jak i odpoczywać. Nie raz mój organizm upominał się o odpoczynek, a ja to bagatelizowałam, co później odbijało się na moim zdrowiu. 

Teraz staram się szukać takich rozwiązań, by móc znaleźć czas zarówno na pracę, odpoczynek, a także na czas spędzony z rodziną i znajomymi. Wiem, że czasem trzeba odpuścić i nie jest to nic złego.


A wam jak minął 2021 rok? Czego was nauczył?

Buziaki - Madzia 



2 komentarze

  1. Też mam tendencję do zbyt dużej gonitwy myśli :P A depresja to nie wstyd, gdyby wszyscy zaczęli o niej głośno mówić, dopiero byłoby widać, ile osób z naszego otoczenia boryka się z tą chorobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przydatny wpis!
    Dystans do własnych myśli to ważna lekcja, ciekawe porównanie do aut pędzących po autostradzie :)
    Pozdrawiam

    https://artidotum.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo serdecznie dziękuję za pozostawione komentarze :)
Odwdzięczam się za każdą obserwacje - tylko daj mi znać :)
Kwadrans dla Ciebie jest miejscem, które tworzymy razem :)